Etykiety
Tymczasem Robert ze swym lisem ruszył w dalszą drogę i wszedł przez bramę na podwórzec. Tam stał parobek, któremu nadleśniczy powierzył nadzór nad majątkiem. — Macie go? — zapytał chłopca zobaczywszy na jego barkach lisa. — Nie, ja go mam — brzmiała dumna odpowiedź. — Ty? Tak to widzę, kto go ustrzelił? — Kucharka! — odpowiedział Robert, krocząc z miną obrażonego księcia w stronę zamku. Szedł po schodach, przekonany, że słusznie odpowiedział niedomyślnemu służącemu, na końcu korytarza zapukał do drzwi pokoju nadleśniczego. — Wejść! — odezwał się gniewny głos. Kapitan wciąż był jeszcze zdenerwowany po wizycie królewskiego komisarza.Słuchaj — nadjeżdżają! — Szi darteh, ni awjeh! — Ja tego, a ty tamtego! — szepnął Apacz wskazując ręką na prawo i lewo. Po chwili nie było go już widać. Długi Davy dotarł do drzewa. O dwa etykiety od niego Old Shatterhand położył się plackiem na ziemi. Obaj Indianie nadjechali w szybkim tempie, rozmawiając ze sobą w dialekcie szoszońskim. Długi Davy zauważył, że Old Shatterhand podniósł się z ziemi i skoczył. — Saritsz! — Psie! — zawołał jeden z wywiadowców.
I znów go zwierzęta bronią, i przechodzą z nim drugą granicę. Na trzeciej granicy mieli mu głowę ściąć i znów go zwierzęta obroniły, i przeszli spokojnie. Aż zaszli do morza. Tam mieszkał młynarz. Do niego też weszli, pochwalili Pana Boga i królewicz młynarzowi opowiedział całą swą przygodę. A młynarz na to: - Ej, ja wiem, gdzie ona jest, ale ty tam nie dojdziesz, bo to jest na wyspie, a na niej jest kamień, pod kamieniem zając, w zającu kaczka, w kaczce jajo, i dopiero jeżeli to jajo dostaniesz, to ją też dostaniesz. A ten młynarz posyłał żywność owej pannie, która mieszkała pod obłokami i nikt tam nie mógł dojść, tylko gryf jej donosił. Babcia efektowna laicko oznajmia twarde przekonania.